Praca vs życie? Fałszywy podział
Work-life balance opiera się na założeniu, że istnieją dwie odrębne, dające się jasno oddzielić sfery: praca i życie (dom). Implikuje wręcz możliwość równego i precyzyjnego wyważenia czasu poświęcanego każdemu z tych dwóch obszarów niczym szalek wagi: 50/50, 60/40, osiem godzin tu, reszta tam.
Tymczasem ten podział coraz wyraźniej nie przystaje do rzeczywistości. Stanowi uproszczenie, które narzuca sztywność i ograniczenia. Zachęca do czarno-białego, niemal matematycznego myślenia, zupełnie nieprzystającego do tego, jak naprawdę wyglądają współcześnie nasze miejsca pracy oraz nasze domy. Życie ma wiele odcieni. A granica między „pracą” a „życiem” jest dziś płynna i umowna.
Praca przenika życie (i odwrotnie). Szczególnie dziś, w świecie pracy zdalnej i hybrydowej. Pracujemy z domów, kuchni, pociągów, hoteli. Praca wchodzi w przestrzeń prywatną.
Poza tym to, czego doświadczamy w pracy, jest przecież życiem. Nie wchodzimy tam jako zimne, wyabstrahowane byty, lecz jako istoty ludzkie. W pracy przeżywamy całą paletę emocji – odczuwamy dumę i satysfakcję, doświadczamy lęku, niepewności, frustracji i zawodu. I przekraczając próg domu nie zrzucamy tych emocji niczym roboczego uniformu. Nie tracimy też do nich dostępu niczym bohaterowie dystopijnego serialu „Rozdzielenie”, którzy to poddają się procedurze oddzielającej wspomnienia zawodowe od prywatnych. Emocje te wpływają na to, jak czujemy i zachowujemy się także po zakończeniu zawodowych zadań na dany dzień.
W miejscu pracy nawiązujemy też relacje — czasem bardzo bliskie, przyjacielskie, a nawet partnerskie. Wspólne wyjście ze znajomymi z pracy — to jeszcze work czy już life? Feedback, który zmienia nasze myślenie o sobie – to jeszcze work czy już life? A porażka, którą długo nosimy w ciele?
Dom to także miejsce pracy. Często nieodpłatnej i niewidzialnej
Jest jeszcze jeden powód, dla którego hasło równowaga praca-dom jest problematyczne. Bo tam, gdzie kończy się praca zawodowa, wcale nie kończy się praca w ogóle. Po pracy formalnej bardzo często wykonujemy kolejną: prace domowe, pracę opiekuńczą, pracę organizacyjną.
I najczęściej jest to praca nieodpłatna, często niezauważana— i wykonywana w dużej mierze przez kobiety. Jak zauważa Caroline Criado Perez w książce „Niewidzialne kobiety”, kobiety wykonują około 75% nieodpłatnej pracy opiekuńczej na świecie. Szacuje się, że w Polsce kobiety wykonują średnio o ok. 1,5 godziny więcej pracy domowej dziennie niż mężczyźni. To realny, policzalny wysiłek. Na podstawie danych opublikowanych przez GUS, ocenia się, że miesięczna wartość prac domowych wykonywanych przez kobiety wynosi ok. 4,7 tys zł (66 proc. przeciętnego wynagrodzenia), a dla mężczyzn ok. 3 tys zł (42 proc.). Opieka nad chorym dzieckiem — to jeszcze life czy już work?
Work-life intergration - integracja w miejsce sztucznego podziału?
Sposób, w jaki nazywamy zjawiska, ma znaczenie. Język porządkuje rzeczywistość, wpływa na to, jak ją interpretujemy i organizujemy. Ale może ją też zniekształcać. Dlatego trafniejsze wydaje się pojęcie work-life integration, spopularyzowane przez Ariannę Huffington, założycielkę The Huffington Post. To podejście zakłada integrację i wzajemne przenikanie, a nie ostry rozdział pracy i życia prywatnego. Dopuszcza większą złożoność i przeplatanie ról. Takie podejście pozwala lepiej dbać o dobrostan pracowników i myśleć o pracy i życiu w sposób bardziej holistyczny i ludzki. Nie oznacza braku granic, lecz odejście od fikcji, że można je dziś wyznaczyć w sposób prosty i symetryczny.
Jednakże trudność ze sformułowaniem work-life balance nie jest wyłącznie problemem semantycznym. Chodzi o to, że nie odzwierciedla ono tego, jak działa nasze ciało i układ nerwowy.
Krucha równowaga między mobilizacją a regeneracją
Układ nerwowy nie zna pojęć praca i dom, a nasz organizm nie działa liniowo. Z perspektywy biologii nie równoważymy pracy i życia. Równoważymy wysiłek i odpoczynek. Nasze ciało nie pyta: „Czy to było zawodowe czy prywatne?”, ale „Ile energii zostało zużyte — i czy było miejsce na jej odbudowę?”
Dlatego w miejsce iluzorycznego work-life balance, bardziej precyzyjną ramą wydaje się podział na wysiłek i odpoczynek – effort-rest balance, bez względu na źródło owego wysiłku. Tak funkcjonuje:
- umysł – na skali koncentracja – rozproszenie
- ciało – na skali napięcie – rozluźnienie
- emocje – na skali pobudzenie – ukojenie.
Naszym naturalnym rytmem jest cykliczność i naprzemienność: wysiłek → przerwa → regeneracja → gotowość → wysiłek.
Zostaliśmy stworzeni do działania w rytmie dnia i nocy, pór roku, cyklu miesięcznego. Dobitnie przypomina nam o tym obecna pora roku. Zima to dla przyrody czas naturalnego zwolnienia, hibernacji, oszczędzania zasobów. Tymczasem nasz obecny styl życia zdaje się przeczyć temu naturalnemu rytmowi. Przełom roku to bowiem intensywny czas zamykania zawodowych projektów, planowania noworocznych postanowień, świąteczno-noworocznego pędu, szału zakupów i wyprzedaży, wzmożonego wysiłku – zapisów na siłownię, nowe kursy i zajęcia. Świat ludzki zamiast zwalniać, przyspiesza.
Nie potrzebujemy dziś więcej równowagi praca–dom, lecz odzyskania zgodnego z naszą naturą rytmu mobilizacja–regeneracja. Być może to właśnie od mądrzejszego i bardziej zrównoważonego zarządzania energią i wysiłkiem, a nie od kolejnych noworocznych postanowień, warto zacząć myślenie o zdrowej efektywności.