Co czeka przedsiębiorców i pracowników w 2021 roku?

02.11.20
clock 3 min.
Joanna Sieradzka
Początek przyszłego roku przyniesie zmiany w wysokości wynagrodzeń. Na pewno wzrośnie płaca minimalna. Wraca także projekt ozusowania każdej umowy zlecenia. Budzi on sporo kontrowersji – szczególnie teraz, gdy polska gospodarka odczuwa skutki pandemii.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło, że od pierwszego stycznia 2021 r. wysokość płacy minimalnej wzrośnie do 2800 zł brutto.

  • Minimalne wynagrodzenie dla zatrudnionych na podstawie umowy o pracę wyniesie tym samym 2062 zł netto.
  • Dla umowy zlecenia i umowy o dzieło stawki netto wyniosą odpowiednio 2116 zł i 2419 zł.
  • Minimalna stawka godzinowa została ustalona na poziomie 18,30 zł brutto (12 zł netto).

Jak szacuje resort, przyszłoroczne dochody Polaków wzrosną tym samym o blisko 3 mld zł. Optymistyczne nastroje rządu studzą nieco przedsiębiorcy, w tym przedstawiciele Konfederacji Lewiatan, wskazujący na liczne obciążenia, jakie czekają pracodawców na początku przyszłego roku.

Podwyżka płacy minimalnej aż o 200 zł, podatek handlowy czy opłata cukrowa, w połączeniu z nadal niepewnymi skutkami gospodarczymi pandemii, mogą stanowić poważny problem dla wielu przedsiębiorców.

Koszty pracy znacząco wzrosną, a rynek najprawdopodobniej nie zdąży jeszcze odbić się od regresowej pozycji. Lewiatan proponował nieco łagodniejszą podwyżkę, na poziomie 2716 zł i 17,7 zł za godzinę, rząd jednak pozostał przy swoim projekcie [1].

Kontrowersje związane ze zmianami

Po raz kolejny wraca też projekt tzw. ozusowania umów cywilnoprawnych. O co chodzi? W tym momencie w pełni oskładkowane są tylko te umowy zlecenia, które stanowią jedyną podstawę do ubezpieczeń (np. są jedynym źródłem dochodu). Jeśli zlecenie jest dodatkowym wynagrodzeniem, bo zleceniobiorca pracuje na umowę o pracę lub jest to kolejna umowa zlecenie – następuje tzw. zbieg tytułów i od kolejnych umów nie ma już konieczności odprowadzania obowiązkowego ubezpieczenia (co ważne, łączna podstawa wymiaru składek musi przekroczyć kwotę minimalnego wynagrodzenia).

Rząd rozważa zniesienie tej zasady, a zatem pełne składki miałyby zostać odprowadzane od każdej umowy. Nie jest to nowy projekt, powraca w dyskusjach już po raz kolejny, ale w zmieniającym się kształcie. Pierwotnie pełne oskładkowanie miało dotyczyć także umów o dzieło, jednak ostatnie rozmowy wskazują już tylko na umowy zlecenia.

Czy oskładkowanie umów zlecenia to dobry ruch?

Eksperci nie są zgodni. Z jednej strony podnosi się argument, że obowiązkowe ozusowanie umów cywilnoprawnych zwiększy bezpieczeństwo emerytalne obywateli i stanowić będzie zabezpieczenie przed nieuczciwymi praktykami pracodawców, którzy wybierają mniej wiążące i tańsze formy zatrudnienia.

Według danych ZUS, od lutego do sierpnia 2020 r. liczba pracowników, od których pracodawcy odprowadzali składki, spadła aż o 209 tysięcy.

Jednocześnie aż 67 tysięcy osób dołączyło do grona prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, a dla kolejnych 9 tysięcy osób umowa zlecenie stała się jedynym źródłem dochodu [2].

Widmo kryzysu spowodowane drugą falą zachorowań nie sprawi, że pracodawcy chętniej będą zatrudniać na umowę o pracę lub pokryją z własnej kieszeni różnicę w składkach. Część ekspertów obawia się, że w przypadku gdyby ten projekt wszedł w życie, pracownicy otrzymaliby po prostu niższe wynagrodzenie, bo wielu firm nie byłoby stać na wyrównania.

To kolejny wzrost kosztów zatrudnienia, który w połączeniu z podwyżką płacy minimalnej i widmem kolejnego lockdownu zdaje się być nieroztropnym posunięciem. Doniesienia medialne wskazują jednak, że projekt ma coraz mniejsze szanse na finalizację. Ma to związek z brakiem jednomyślności w ministerstwie oraz całkiem nową strukturą resortów wytworzoną podczas ostatniej rekonstrukcji rządu.

Przypisy: